
PaperKlay to tytuł, który już od dawna gdzieś przewijał się mi się przed oczami, a zwracał moją uwagę przede wszystkim niezwykłą stylistyką. Cały świat w tej grze jest stworzony bowiem z papieru i kartonu. Oczywiście pierwsze nasuwające się skojarzenie prowadzi do serii gier Paper Mario, która od dawna gości w moim serduszku. Sama nazwa PaperKlay to połączenie angielskich słów „papier” i glina (clay z ang to glina), ale zamiast „clay” użyto słowa „klay”. Nie znalazłem jednak żadnego wyjaśnienia takiego zabiegu.
Platformówki jako gatunek gier, poza ich podstawową cechą, wyróżnia obecnie jeszcze jeden element. Nie starają się one być fotorealistyczne. Często autorzy celowo upraszczają grafikę, aby skupić się na gameplayu. W grze PaperKlay mimo, że grafika nie jest wyszukana, to prostymi metodami, z papieru i kartonu pomalowanego farbami, stworzono piękny, szczegółowy i bajkowy świat. Otoczenie jest dopracowane i pełne detali, przemyślane animacje, falujące listki papieru imitujące wodospad czy subtelne efekty świetlne, które tworzą ciepłą, nostalgiczną atmosferę. Tworzy to spójny świat, który z przyjemnością przemierzałem i zaglądałem w każdy zakamarek. Niestety, autor nie pozostawiał zbyt wiele ukrytych znajdziek, mimo wielu ciekawie zaprojektowanych fragmentów plansz, gdzie aż prosi się o jakiś ukryty element do odnalezienia. Co byłoby też miłą gratyfikacją za zaglądanie w każdy kącik.

A jeżeli już jesteśmy przy zaglądaniu w każdy zakamarek. Niestety już na początku próbując wcisnąć się w najmniejsze zakamarki, przeleciałem przez ścianę i wylądowałem pod planszą. To mały błąd, który trafił mnie się co prawda w wersji DEMO. Możliwe, że nawet nie zdołam tego powtórzyć, albo w końcowym produkcie został on wyeliminowany. Ale jednak warto o tym pamiętać. Tym bardziej, że nie jest to wysokobudżetowa produkcja.
Poza piękną stylistyką świata z papieru, tym co jednak robi największe wrażenie są ruchome elementy otoczenia. Już na początku idąc prostą ścieżką widzimy jak dalsza droga dobudowuje się na naszych oczach i składa i zagina jak papierowe origami. Obracając śrubki w podłożu obracamy całymi dużymi elementami otoczenia albo w ogóle sprawiamy, że składają się jak domki z papieru tuż na naszych oczach. To pomysł, który także bardzo mnie się podobał, a pierwszy raz widziałem go już w Paper Mario 64, gdzie wchodząc do budynku widzimy jak podnoszą się lub opuszczają jego ściany odkrywając jego wnętrze. Niby nic, ale cieszy oczy i nadaje wiarygodności, że ten świat naprawę jest z papieru.
Jak już wspomniałem tytuł jest grą typowo niskobudżetową. Za tym także idzie cena, która na Steam wynosi niewiele ponad 60 zł. I już widziałem w internecie opinie, że za tak niską ceną może kryć się niska jakość gry. Od razu chcę rozwiać wątpliwości. Za tą niską ceną kryje się wysoka jakość gry i dopracowany w szczegółach tytuł. Oczywiście nie jest on bogaty w zróżnicowane mechaniki, zaawansowane efekty i cechy typowe dla gier z segmentu AAA. Przy tej okazji jednak warto przywołać inną grę tworzoną praktycznie przej jedną osobę. Mowa o Tunic, który wydany został na wszystkie dostępne platformy. Sam kupiłem wydanie fizyczne na Switch za bardzo niewielką kwotę, a przy tym pudełko wydane było wyjątkowo ładnie wraz z dodatkową książeczką. Czego często w wysokobudżetowych grach nie obserwujemy, gdzie otrzymujemy sam goły kartridż. Zmierzam do tego, że dla miłośników plastiku i papieru, tak naprawdę największe i najlepsze gry, najładniej wydane, to te niskobudżetowe, tworzono z pasji i pragnienia kreacji.

PaperKlay powstawał przez ponad 3 lata i jest dziełem małego szwedzkiego studia o nazwie WhyKev. Jego głównym założycielem jest Kevin Andersson, który jak podaje na swojej stronie, tworzy dopracowane i zapadające w pamięci gry
„Dedicated to bring polished and personal games that leaves lasting memories for the players.” [whykev.com/]
Autor nie tracił sił na wymyślanie niezwykłej fabuły. Gra zaczyna się krótką wymianą zdań naszego duetu Chick i Nugget… i już, ruszamy w drogę! Jak we wspomnianych wyżej grach będących inspiracją, tak i tutaj, w grze występuje duet bohaterów. To jest też pretekstem do włożenia wielu słów naszym postaciom, które chętnie wchodzą ze sobą w dyskusje.

Rozgrywka koncentruje się na eksploracji, zbieraniu znajdziek i rozwiązywaniu prostych zagadek. Od samego początku dysponujemy kilkoma podstawowymi ruchami Światy które odwiedzimy tworzą rozgałęzione plansze, wzbogacone w liczne ruchome elementy, grzybki, mostki i platformy. Całość określiłbym jako grę bardzo chili, moody i cosy. To relaks w który zanurzamy się na chwilę spokoju i beztroskiej zabawy. Tym bardziej, że samych wrogów tutaj jest bardzo mało.
Strona audio niewątpliwie jest obok strony wizualnej mocną stroną tego tytułu. Ku uciesze autora, a także miłośników platformówek, do współpracy przy produkcji gry udało zaprosić się tak znanych kompozytorów jak Grant Kirkhope i Steven Melin (Banjo-Kazooie, Yooka-Laylee), a także aktora głosowego Kevina Millera (Sly Cooper). I to się rewelacyjnie sprawdza. Teksty postaci równocześnie wyświetlają się na dole ekranu, a także słychać ich dialogi.

Nie grałem jeszcze w pełną wersję, ale szacunkowo przejście całości może zająć nam około 6 godzin. Nie jest to zbyt wiele, ale jak na niskobudżetowy platformer uważam, że nie jest słabym wynikiem. Taki klasyk w postaci Banjo-Kazooie zajmuje mnie najczęściej około 9-10 godzin. Słowem podsumowania mojej krótkiej przygody z PaperKlay. Jest to niezwykłą gra łącząca elementy przygodowe z platformówką i zbieraniem znajdziek. Nacisk położono na spokojną rozgrywkę, wyróżnia się minimalistyczną estetykę unikalnym stylem wizualnym, łączącym ręcznie wykonane elementy papieru i pomalowanego farbą kartonu przenosząc nas do magicznego świata. Bardzo polecam wszystkim miłośnikom platformówek, bo jest to tytuł pozytywnie wyróżniający się na tle konkurencji.
@ Valoo
Data publikacji wpisu: 31.07.2025.
Premiera: 27 maja 2025 na Steam
Wersja Nintendo Switch planowana jest w nieokreślonej przyszłości
Studio: WhyKev
Wydawca: WhyKev
Cena: 68 zł