17.12.2025.

Raz na jakiś czas nachodzi mnie refleksja i potrzeba porozmawiania o czasopismach konsolowych. STOP. O jednym czasopiśmie o korzeniach konsolowych. Mowa o PSX Extreme, które pierwotnie jak sama nazwa wskazuje, pisało wyłącznie o pierwszym PlayStation, zwanym wówczas PSX. Później, gdzieś w okolicach roku 2000 (musiałbym to sprawdzić dokładnie), redakcja rozszerzyła tematykę o wszystkie konsole, a z czasem również o tytuły na PC, Steam itd., czyli w zasadzie o wszystko.
Mimo to nadal czuć tam klimat czasopisma konsolowego, a nawet pewną stronniczość w kierunku Sony, ale to temat na inną okazję albo i wcale, bo nie mam ochoty się nad tym rozwodzić. Jest to jedyny miesięcznik growy na rynku. Obok niego pozostało CD-Action, które obecnie jest kwartalnikiem, lecz podobnie jak PSX Extreme, mimo że pisze o każdej platformie to wciąż wyczuwalny jest tam „pecetowy” klimat.
Między kartkami w kalendarzu ukazują się jeszcze co trzy miesiące wydania specjalne, zarówno PSX Extreme, jak i Retro CD-Action. Tak więc mimo ogólnego upadku słowa drukowanego na papierze, rynek potrafi zrobić się zaskakująco tłoczny. Jednak w mojej opinii nie ma już miejsca na więcej periodyków. Jedni piszą co kwartał długie felietony, kierując je głównie do miłośników PC, ale nie stroniąc od konsol. Drudzy publikują co miesiąc sporo treści konsolowych, a także PC, i nie unikają publicystyki, która potrafi zająć nawet połowę czasopisma.
Każdy przeciętny czytelnik powinien być usatysfakcjonowany taką ilością papierowej prasy. Po więcej, szybciej i „na już” sięgnie do internetu, a na papierze otrzyma coś, czego mam nadzieję w sieci nie znajdzie. Co więcej mogłoby zaoferować potencjalne trzecie czasopismo? Retro? Jest już od CD-Action. Całe wydanie tematyczne o jednej konsoli? Jest od PSX Extreme. Inne tematy? Zbyt niszowe, by się sprzedać.
Sama kwestia sprzedaży zresztą mnie zdumiewa. Mieszkając w prawie 40-milionowym kraju, wydawca chwali się, że zamówienia przedpremierowe sięgają 2 tysięcy egzemplarzy. Nie wierzę, przecież to kropla w morzu. Kiedyś magazyny ukazywały się w nakładzie 50 tysięcy i potrafiły upaść, a dziś 10 tysięcy uznaje się za sukces. Pozostali czytają zapewne coś innego, ale nie jest to już prasa growa. Ja jednak zawsze, stojąc w sklepie przed półką z prasą, zastanawiam się: kto kupuje te jeszcze bardziej niszowe periodyki?

Wracając jednak do głównego tematu, o którym chciałbym dziś napisać, a którego jeszcze właściwie nie dotknąłem. Pragnę z własnej, subiektywnej perspektywy spojrzeć na jedno z ostatnich wydań czasopisma PSX Extreme, oznaczone numerem 338. Dawno nie dokonywałem takiej analizy. Co więcej, ostatnio przemknęła mi przez myśl refleksja, czy może już czas przestać kupować tego czasopisma. Moje zainteresowania mocno skupiają się na retro z lat 90, a nie da się ukryć, że w większości tematyka pisma nie pokrywa się z tym, co chciałbym czytać.
Ale do meritum. Jest to dobra okazja, by przyjrzeć się temu, jak czasopismo się zmieniło, zwłaszcza że od ponad roku funkcjonuje pod kierownictwem nowego wydawcy, co jak się wydaje większość osób sobie chwali (może poza starym wydawcą).
Okładka jest czytelna, pozbawiona zbędnych, krzykliwych napisów. Twardy grzbiet i całkiem dobry papier robią dobre wrażenie. I pierwsze, co mnie uderza to, że mało znane i niepopularne Nintendo już na pierwszej stronie atakuje nas reklamą najnowszego tytułu z różową Kirby w roli wyścigowej. Kto by pomyślał. Ale chyba każdy starszy czytelnik jest już przyzwyczajony, że czasopismo, aby się utrzymać musi zaczynać się od reklamy. Tutaj mamy tylko jedną, więc całkiem nieźle.
Kolejna cała strona przeznaczona jest na wstępniak. Sporo miejsca albo ten tekst jest dla redakcji wyjątkowo ważny, albo cała reszta bez problemu mieści się w ramach 123 stron plus tylna okładka. Pamięta ktoś jeszcze czasy, gdy w „Secret Service” na tylnej okładce umieszczano jednostronicową recenzję?
Reklamy to temat drażliwy. Niby każdy wie, że bez nich nie da się utrzymać pisma, ale z drugiej strony nikt nie chce ich oglądać. W tym numerze mamy pięć reklam (nie licząc autoreklamy). Kiedyś czytałem, że po 2010 roku strumień pieniędzy na marketing został przekierowany z mediów papierowych do internetu, co doprowadziło do upadku wielu czasopism z powodu braku reklamodawców. Zastanawiam się więc, czy w numerze 338 reklam jest mało dlatego, że tyle wystarczy do utrzymania rentowności i zachowania balansu między treścią a reklamą, czy po prostu chętnych na wykupienie powierzchni jest niewielu. Odpowiedzi nie znam i pewnie nikt oficjalnie jej nie udzieli.
Warto jednak zauważyć, że z pięciu reklam aż dwie dotyczą gier Nintendo. Na plus trzeba pochwalić ich rozmieszczenie znajdują się na początku lub na końcu czasopisma albo pomiędzy działami. Nie rozbijają recenzji ani nie wchodzą w środek tekstu. Stanowią raczej naturalny przerywnik.
Jak to często bywa, czasopismo zaczyna się od nowinek. W dziale „Co nowego” redakcja omawia tematy skrótowo na dwóch stronach, a następnie każdy z nich rozwijany jest na jednej lub dwóch kolejnych stronach. Mamy tu m.in. kontrowersyjne przejęcia dużych firm, opis wydania Atari 2600+ PAC-MAN Edition czy nowe przenośne konsole ASUS-a i Lenovo. I dobrze, bo to tematy, których nie da się zamknąć w krótkiej notatce.
Następnie przechodzimy do zapowiedzi w dziale „Play Test”, gdzie czytamy o grach, które dopiero się ukażą. Każda z nich opisana jest solidnie na dwóch stronach, a pomiędzy nimi pojawiają się mniejsze, półstronicowe zapowiedzi wraz z tabelką kondycji danej konsoli – często kontrowersyjną w swojej ocenie.
Łatwo zauważyć, że PSX Extreme kładzie nacisk na połączenie publicystyki z recenzjami. Już w zapowiedziach znajdziemy dwie strony publicystyki nowinki z Japonii oraz ogólne rozważania Michała „KROOLIKA” Króla. Pojawia się też długi tekst poświęcony „Ghost in the Shell”, który wyrasta tu jakby znikąd. Czy ma przełamać nudę i urozmaicić kolejność? Nie wiem, kwestia gustu. Kartki można przecież czytać w dowolnej kolejności, nie tylko tej narzuconej przez wydawcę.

Docieramy do jednostronicowego działu HEADSHOT, w którym trzy osoby prezentują krótkie, osobiste wypowiedzi. Jedna z nich występuje anonimowo, co w mojej opinii dodaje autentyczności i szczerości. Nie są to jednak treści kontrowersyjne, raczej skłaniające do refleksji.
W tym miejscu kończą się szaro-czarne strony i przechodzimy do działu recenzje. Gry opisywane są na kolorowych tłach, co dla mnie osobiście jest minusem, choć inni mogą to rozwiązanie docenić. Na pewno podoba się redaktorowi naczelnemu. Wyraźnie wyjustowany tekst, duża czcionka i kolorowe screeny rekompensują mi jednak tę drobną niedogodność.
Dział recenzji zajmuje około jednej trzeciej objętości pisma i stanowi jeden z jego filarów. I choć recenzje nowych tytułów można przeczytać w internecie już w dniu premiery, to jednak bardzo cenię ich papierową formę. Po pierwsze, recenzent miał (mam nadzieję) więcej czasu na zapoznanie się z grą i nie napisze byle czego, czego potem nie da się „usunąć”, jak w sieci. Po drugie, jest to forma archiwizacji historii gier wideo. Jak pewnie wiecie, albo dopiero się przekonacie, że powiedzenie „w internecie nic nie ginie” jest absolutnie nieprawdziwe.
Ogólnie dział recenzji odbieram pozytywnie. Jest kolorowo i przyjemnie, a do tego pozwala nadrobić informacje bez ciągłego śledzenia portali internetowych. Ja osobiście nie mam czasu ani ochoty codziennie sprawdzać, co właśnie miało premierę. I to, co mogłoby się wydawać wadą prasy drukowanej, okazuje się dla mnie zaletą, bo to jest takie zbiorcze spojrzenie na cały miesiąc.
Nie sposób oczywiście dogodzić wszystkim, ale czuję pewien niedosyt, gdy widzę ważne przynajmniej dla mnie tytuły opisane na jednej stronie. Rozumiem, że Ninja Gaiden czy Battlefield 6 dostały po dwie strony, ale składanka Super Mario Galaxy 1 i 2 spokojnie zasługiwała na więcej miejsca. Chętnie przeczytałbym też obszerniejszy tekst o Yooka-Re-Playlee, która wzbudziła u mnie emocje, mimo oceny 7. Nie czytam recenzji dla ocen. Z niezrozumieniem przyjmuję natomiast recenzje półstronicowe – nawet przy czytelnej czcionce i dobrym składzie pozostawiają one niedosyt. Wolałbym więcej o mniejszej liczbie tytułów niż po trochu o wszystkich. Odświeżony Painkiller na jednej stronie to zwyczajnie nieporozumienie.
Zwieńczeniem działu recenzji jest retro recenzja, w której autor przygląda się klasykom. Tym razem padło na Resident Evil: Director’s Cut. Grałem w nią wiele lat po premierze, nie będąc wcześniej związanym z serią i zostałem wciągnięty bez reszty. To niesamowity tytuł, wciąż warty ogrania.
Dalej przechodzimy do części publicystycznej, gdzie nie żalowano stron. Każdy temat zajmuje co najmniej 3–4 strony, często z pełno stronicową grafiką. Wśród ciekawszych tekstów znalazł się m.in. materiał o FPS-ach na Xbox 360.

Końcówka numeru tradycyjnie wypełniona jest autorską publicystyką. Mimo różnej krytyki bardzo cenię te teksty za opinie, które budują obraz świata elektronicznej rozrywki nie tylko przez pryzmat recenzji, ale również kulis branży. Całość zamyka krótki felieton redaktora naczelnego, niczym słowo epilogu.
Tak zamykam numer 338. Jak oceniam? Pozytywnie. To przyjemne źródło informacji o świecie gier wideo. Jedynie czasu brakuje, a oni uparcie wypuszczają kolejne numery co 30 dni.
@ Valoo
Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony magazyny psxextreme.pl/produkt/psx-extreme-338/